Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

November 13 2008

oryszczyszyn
16:45
W upalną sierpniową niedzielę zabrałem ją na przedmieścia. Tam skąd nie ma żadnych szans na ucieczkę. Było gorąco i pusto, bo nikt tam nie przyjeżdżał, a mieszkańcy przedmieść nie wychodzili z domów. Pokazałem jej wymarłe ulice, zamknięte furtki do ogrodów, pokazałem jej upał i zupełnie puste niebo. W karczmie na przedmieściach jedliśmy soczyste kurczaki, popijane piwem z butelki, a potem ja mówiłem: "Wróciłem tutaj, bo nie mogłem nie wrócić. Znowu tu jestem. Mój pierwszy dzień w tym mieście mija z tobą. Jest więc kara i jest nagroda. Jest świat, a potem świata nie ma. Jest zapach, lecz i on się ulatnia. Są kształty, ale i one też się rozmywają w gorącym, drgającym powietrzu. Jestem ja, a potem nie ma mnie wcale".
Żółć słońca powoli ciemniała. Gorąca zupa powietrza stygła leniwie. Jej ciało zaczęło odczuwać wyraźne zmęczenie. To było zmęczenie na pokaz - specjalnie dla mnie. Po raz pierwszy od dawna zrobiła coś specjalnie dla mnie. Miała sukienkę w kwiaty i było jej w tym do twarzy, a jej twarz stawała mi się coraz bardziej obca. Ja byłem zmęczony zawsze. Od lat cierpiałem na ciągłe zmęczenie, lecz nie umiałem się zregenerować.
Zamiast leżeć i odpoczywać od świata jechałem na przedmieścia - tam, gdzie nie ma nic i to jest jedyna sensowna rzecz, która istnieje. Stałem przed nią wiecznie zmęczony. Jadłem pieczonego kurczaka mówiąc: "Jeśli pozwolę ci odejść, niech spadnie na mnie klątwa".
W suchym upale przedmieścia, w horrorze nostalgicznej pustki, łatwo pozwoliłem jej odejść.
Już zaczynało szarzeć. Nad pustą dzielnicą, nad niskimi klockowatymi domkami z wyschniętymi ogrodami pomarańczowiało i granatowiało. Niewiadomo skąd nagle przysunęły się ciemne chmury, z których nigdy nie spadnie deszcz. Miały ostre kontury jak namalowane i wycięte z brystolu. Wszystko wokół wydawało mi się wycięte z tektury - jak jej sukienka w kwiaty, jak moje słowa jakby wycięte z jakiejś piosenki. 
— Krzysztof Varga "Najsmutniejsza piosenka na koniec"